Kamisama Kiss


W tej notce przyjrzę się bliżej niemieckiemu wydaniu Kamisama Kiss (znane również jako Kamisama Hajimemashita), autorstwa Julietty Suzuki. Dodatkowo sprawdzę jak jakościowo manga niemiecka wypada w stosunku do naszych rodzinnych tomików.


Nastoletnia Nanami nie ma łatwego życia. Przez długi swojego ojca traci dach nad głową i skończyłaby pewnie śpiąc na ławce w parku, gdyby nie pewien jegomość wzywający pomocy. Mężczyzna panicznie boi się psów, dlatego jest niezmiernie wdzięczny dziewczynie, która przepędza kundelka. W ramach podziękowania daje jej buziaka w czoło i oferuje swój dom, bo jak sam twierdzi, on nie może tam wrócić. Nanami podążając za prowizoryczną mapką, trafia do zaniedbanej świątyni. Wkurzona dziewczyna myśli, że to żart i już ma odejść, gdy nagle rzuca się na nią z pazurami chłopak z lisimi uszkami. Po chwili orientuje się jednak, że to nie pan domu wrócił, a jakaś obca nastolatka. Pomyłka zaistniała ze względu znaku jaki nałożył na nią facet z parku. Okazuje się, że od teraz Nanami ma być bóstwem ziemi, a białowłosy demon i dwa pomniejsze stworzonka będą jej sługami. Tak pokrótce prezentuje się historia tej mangi.

Tytuł ten przyciągnął mnie głownie przez wzgląd na wygląd bohaterów. Nanami i lisi demon Tomoe, przypominają Kagome i Inu-Yashe. W serii wykreowanej przez Rumiko Takahashi ubolewałam nad niewielką ilością romansu pomiędzy postaci, Kamisama Kiss idealnie mi to rekompensuje. Sama historia może nie wydaje się zbyt oryginalna, w mandze przewija się sporo różnych demonicznych bishów wplecionych w poszczególne, zazwyczaj humorystyczne rozdziały. Dopiero w późniejszym czasie pojawia się ciekawy wątek przeszłości Tomoe i podróży w czasie, który jeszcze bardziej nawiązuje do klimatu znanego z Inu-Yashy.


W Niemczech wyszło już 12 tomików, ten, który posiadam ja jest 8. Dlaczego nie pierwszy? Historie znam, język niemiecki za to mniej, dlatego skupiłam się na walorach wizualnych. Jako, że jeszcze nie dotarli oni do wątku z podróżami w czasie, wybrałam tom, w którym Tomoe jest w długich włosach i sporo miejsca poświęcono czarnowłosemu chłopcu - Kirihito, który jest interesującą postacią (zwłaszcza znając dalszą część mangi). 

Tomik prezentuje się naprawdę ładnie. Okładka utrzymana jest w bieli z pomarańczowymi akcentami, delikatnym wzorkiem i obrazkiem na środku. Wszystkie tomy utrzymane są w tym samym stylu, dlatego całość wygląda jednolicie i schludnie. Szczerze powiedziawszy nie lubię przeładowanych projektów i właśnie oszczędność i prostota najbardziej przykuwają moją uwagę. Minusem jest na pewno brak obwoluty, przez co trzeba się z mangą obchodzić delikatniej, aby nie poniszczyć okładki. W środku znajdziemy dwie kolorowe strony, o ładnym, wyrazistym druku. Nie są one jednak na błyszczącym papierze, do którego jesteśmy przyzwyczajeni przy polskich wydaniach, a na papierze offsetowym, nieco grubszym niż reszta stron mangi.


Reszta stron wygląda ok, czerń druku jest odpowiednia, kartki nie prześwitują. Papier nie jest śnieżnobiały, a ma delikatny żółty odcień. Nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka, ale zestawiając tomik z innym polskim widać różnicę. Nie jestem jednak pewna czy będzie to widoczne na załączonym zdjęciu, więc musicie mi uwierzyć na słowo. Format mangi jest taki sam jak nasze "Kwiaty grzechu" od Kotori, czyli większy niż standardowy. 


Ogólnie wydanie prezentuje się ładnie, na plus zasługują kolorowe strony, na minus brak obwoluty. Co do przekładu, to nie jest w stanie nic napisać, bo nie znam niemieckiego na tyle dobrze by ocenić jakość tłumaczenia. Poniżej zamieszczam jeszcze kilka zdjęć tomiku.




Gdy kupiłam mangę, została ona zapakowana w taką oto torebkę z grafiką z Magi. Niby mała, nieistotna rzecz, a cieszy :)


Na koniec kilka ujęć malutkiego Totora, którego również nabyłam w Berlinie. Początkowo chciałam się skusić na większego pluszaka, ale cena skutecznie mnie odstraszyła.


PS. Z góry przepraszam, za ewentualne większe błędy w notce niż zwykle, tekst pisany był na szybkiego i w późnej godzinie. Miał sobie jeszcze trochę poczekać na sprawdzenie i ponowne przeczytanie, ale dowiedziałam się, że na stancji włączył mi się limit na internet, dlatego korzystam póki jestem w domu rodzinnym, bo nie mam pojęcia, kiedy mi go odblokują.




20 komentarzy:

  1. To ma super kreskę jako mang, kupowałabym jakaby wyszło w Polsce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez, dlatego mam nadzieje, ze ktores wydawnictwo zainteresuje sie ta manga. Zwlaszcza, ze niedlugo ma wyjsc drugi sezon anime.

      Usuń
    2. no właśnie mogliby wydać Kamisamę w Polsce.... może kiedyś się doczekamy ;)

      Usuń
  2. Awww, jaki słodziachny Totoro!
    Gdy byłam w sklepie komiksowym w Berlinie, kupiłam tylko dwa numery Banzai, właśnie dlatego, że nie znam niemieckiego, więc chciałam mieć jak najwięcej różnorodnych próbek :) Z jednej strony więc wolałabym anglojęzyczne lub polskie wydanie, z drugiej - mam przecież trochę mang i artbooków po japońsku, co jest jeszcze gorsze, bo niemiecki przynajmniej da się wklepać w słownik :)
    W Twoim tomiku Kamisama Hajimemashita najbardziej podoba mi się okładka - tak jak zazwyczaj nie przepadam za długowłosymi facetami, tak Tomoe mi się w takiej fryzurze bardzo podoba. Może dlatego, że jego krótkie włosy się głupio układają :)
    Brak obwoluty to akurat dla mnie plus, niszczy się to tylko szybko i przeszkadza przy czytaniu. Precz z obwolutami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W artbookach obcy jezyk nie przeszkadza bo tam w sumie wiecej obrazkow jest ;)
      A ja wlasnie lubie obwoluty, do czytania je sciagam, a tak to chronia okladke przed zagieciami i innymi niespodziankami.

      Usuń
  3. Nie znam niemieckiego dlatego mang po niemiecku mam mało: Wish - 4 tomy i CC Sakure - 2 tomiki. Kamisama Kiss czytałam i chętnie bym kupiła ten tytuł po polsku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieje, ze ktos to u nas wyda.

      Usuń
  4. Dla mnie niemiecki to czarna bajka, więc raczej nigdy się na ich mangi nie skuszę, więc takie porównania bardzo cieszą. ^^ Nasi czytelnicy są bardzo rozkapryszeni, jeśli o jakość wydania chodzi, więc wydawnictwa muszą się starać. hah ^^ Co do samego tytułu to muszę się w końcu zabrać za anime! >.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anime jest bardzo przyjemne, polecam, zwlaszcza ze drugi sezon ma wyjsc co jest rzadko spotykane przy szojkach :)

      Usuń
  5. Okładka jest bardzo ładna, taka czysta, schludna. Również kolorowe strony fajnie się komponują, a to zasługa zarówno autorki jak i niemieckiego wydawcy :)
    Wiesz może czy większość mang niemieckich także nie posiada obwolut? Pytam z ciekawości, bo na naszym rynku zdecydowanie górują obwoluty.
    ps. O słodkości małego Totoro z torbą swoich orzeszków chyba nikt nie musi wspominać :,)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co zauwazylam to tak, niemieckie mangi raczej nie maja obwolut, co dla nas moze wydac sie troche dziwne, patrzac, ze wiekszosc tytulow je ma.

      Usuń
  6. Podziwiam, mnie język niemiecki skutecznie odstrasza.
    Okładka jest na prawdę śliczna, lubię proste grafiki. Wygląda to schludnie i niezwykle elegancko.
    Nie znoszę obwolut, dla mnie sama okładka to plus!
    Mmm, Totoro (: Zawsze jak widzę w sklepie to kusi do kupna. Trochę mi się już tego nazbierało :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez bardzo lubie Totora i chetnie zaopatrzylabym sie w wiecej gadgetow z tej serii ;)
      Heh widze, ze sa tu fani i antyfani obwolut :P Ja jestem fanka.

      Usuń
  7. Fajny ten Totoro... Nie pogardziłabym takim. Co do braku obwoluty, dla mnie to absolutnie nie jest minus ;P Manga prezentuje się fajnie i skromnie, ale ja tam i tak lubię nasze polskie wydania. Swoją drogą, ciekawy wpis :)
    Odnosząc się do torby z Magi, ja też się ciesze takimi drobnostkami. Jak kupowałam z koleżanką mangi w stacjonarnym sklepie yatta, na paragonie mieli wydrukowaną jakąś postać w mangowym stylu. Strasznie nam się to podobało, taki miły akcent ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedys chyba Yatta na jakims konwencie pakowala zakupy w torby z motywem "Opowiesci Panny Mlodej", mala rzecz a cieszy :)

      Usuń
  8. mogliby wydać Kamisamę w Polsce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba by pomęczyć o to jakieś wydawnictwo ;)

      Usuń
  9. Bardzo podoba mi się to niemieckie wydanie, choć najlepszy i tak Totorek :3 Przyznam szczerze, że o mandze nie słyszałam, ale jeśli poniekąd przypomina InuYashę to chętnie dorwałabym w swoje łapki!
    Momo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie w klimacie Inu, ale wiecej romansu i w wiekszosci akcja rozgrywa sie w czasach wspolczesnych.

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

My profile picture
Grafikoholiczka nie wyobrażająca sobie dnia bez włączenia programu graficznego, interesująca się mangą i anime od czasu emisji Sailorek w tv. Za sprawą hobby rodzą się takie rzeczy jak prace graficzne, rysunki, przemyślenia i recenzje.
bla